|
- imię i nazwisko dziecka - głównego bohatera opowieści
- miejscowość, w której mieszka
- imię drugiego dziecka - z
zaznaczeniem stopnia pokrewieństwa
Aby
przygotować wersję dla
czwórki bohaterów:
- dodatkowo prosimy podać imiona
dwójki dzieci (chłopca i dziewczynki)
- fotografia - na stronę z dedykacją -
najlepiej w formie cyfrowej ( JPG, BMP, itp.) Prosimy nie zmniejszać zdjęć przed wysłaniem!
-
treść dedykacji, którą
umieścimy pod zdjęciem - przykładowe wierszyki
zobacz tutaj
- podpis pod dedykacją - od kogo, z
jakiej okazji
- miejscowość i data na dole strony z
dedykacją
- adres do wysyłki oraz telefon
kontaktowy |
|
- Marynarze z
Władysławowa! Na pokład! - zawołał brodaty kapitan
i uśmiechnął się do nauczycielki. Ta zarumieniła się i powiedziała:
- Na miłość boską. Nie pchajcie się, bo połowa z was wpadnie do
wody. Dawid posłusznie stanął w kolejce i czekał na swoich
przyjaciół: Karola, Huberta i Weronikę.
Kiedy w poniedziałek pani przyszła do klasy, powiedziała:
- W piątek mamy zaplanowaną przejażdżkę parostatkiem. Mówiąc
szczerze, nie jestem z tego zbyt zadowolona.
- Hura! - krzyczała cała klasa, a najbardziej Dawid.
Podróż do przystani obeszła się bez niemiłych niespodzianek. Tylko
na przystanku autobusowym Hubert zabrudził jakiegoś pana lodami.
Wtedy pani wychowawczyni szybko wyjęła swoją chusteczkę, podała ją
panu i powiedziała, że po lodach na pewno nie będzie śladów.
Na przystani stał przycumowany parowiec. Kiedy klasa wreszcie
dobrnęła na miejsce, brodaty kapitan zawołał:
- Marynarze z Władysławowa! Na pokład! No, a resztę już wiecie.
- Dzieci, kto zna ten budynek na górze? - zapytała wychowawczyni.
- To pałac prezydencki - odpowiedział Dawid, a Karol dodał, że jest
siedzibą pana prezydenta. Natomiast powiewająca nad nim flaga to
znak jego obecności w domu.
- Świetnie - pochwaliła pani Dawida i Karola.
Dawid, Karol, Hubert i Weronika są nierozłącznymi przyjaciółmi.
Cieszy ich dzisiejsza przejażdżka, która na pewno będzie niezwykłą
przygodą.
- Dzieci! Nie wychylajcie się za burtę - ostrzegała pani.
- Marynarze, właśnie wsiedliście na parowiec Albatros. Mam tutaj
parę
ważnych
instrukcji. Po pierwsze: jeśli zobaczycie tonącego, wołajcie:
Człowiek za burtą! Po drugie: na mostku kapitańskim wisi stary
dzwon. Tego dzwonu nie wolno dotykać. Podnieść kotwicę! - rozkazał
kapitan.
Tymczasem Dawid, Hubert, Karol i Weronika niepostrzeżenie wymknęli
się na rufę, by odbyć naradę wojenną.
- Słyszeliście o tym starym dzwonie? - spytał po cichu Dawid. -
Musimy sprawdzić, co to za tajemnica się w nim kryje.
- Ja bym się dowiedział - szepnął Karol. - Ale diabeł i nasza pani
nigdy nie śpią, a gdyby ta usłyszała naszą rozmowę, nie obeszłoby
się bez awantury. [...]
Po paru minutach usłyszano z dzioba parowca głos Mojmira:
- Człowiek za burtą, człowiek za burtą!
Cała klasa razem z wychowawczynią zgromadziła się na dziobie statku.
- Olaboga! - zawołała pani blada ze strachu.
Tymczasem Dawid, Karol, Hubert i Weronika wspięli się na
kapitański mostek. [...]
- Już go widzę. To na pewno on - wyszeptał Dawid.
- Hm, stary dzwon statku - powiedział Karol. Nagle na naszą dzielną
czwórkę bohaterów padł cień.
Kapitan!
- Nie! Nie dzwońcie, nie dzwońcie! - krzyknął. Za późno. Dzieci
usłyszały jeszcze tylko słaby trzask. Cały świat zawirował wraz z
nimi. Rzeka, kapitański mostek, brzegi kręciły się jak na karuzeli.
Kiedy wszystko ucichło, dzieci pomyślały, że śnią. Ta miła, leniwa,
spokojna i łaskawa Wisła zniknęła. Stali teraz na pokładzie
rozkołysanego parowca z wysokim
kominem,
a wokół przepływała nieznana rzeka, którą otaczały dzikie i
nieprzeniknione zarośla.
- Łobuzy! Wiecie, co zrobiliście? Ten stary dzwon jest zaczarowany.
Kto go rozkołysze, znajdzie się na równiku, a wszyscy wokół niego
też.
- Więc jesteśmy... w Afryce? - zapytał Dawid....
[...] - Potrzebuję
odważnego marynarza, który wskoczy do rzeki i obejrzy śrubę
okrętową.
- Ja tam wskoczę – powiedział Michał...
Nie spodziewał się, że wśród korzeni przy brzegu czai się olbrzymi
krokodyl... ...Nagle - co to?
Jakaś dziwna siła uniosła go nad wodę i biedak zawisł nad rzeką
głową w dół.
Na potężnej lianie huśtał się siłacz. W jednej ręce trzymał leciutko
za ogon rozzłoszczonego krokodyla i uśmiechał się. Dzieci
znieruchomiały.... |